Widok z Drogi Śmierci
Podróż 1 - Dookoła świata Boliwia

Droga Śmierci i La Paz

Przez - 10 Grudzień 2018

Po powrocie z Huyana Potosi resztę dnia wykorzystujemy na odpoczynek i nadrabianie zaległości na blogu. Tym bardziej, że następnego dnia musimy zerwać się o 6:45, bo jedziemy na Drogę Śmierci. Rowerami.
Droga Śmierci to potoczna nazwa drogi Camino de las Yungas. Zbudowana w latach trzydziestych przez paragwajskich jeńców wojennych droga ma 64 km długości i 3600 metrów przewyższenia. W niektórych miejscach jest szeroka na zaledwie 3 metry, po jednej stronie ma wysoką skarpę, a po drugiej 600-metrową przepaść. Według niektórych statystyk w szczytowym momencie w wypadkach na Drodze Śmierci ginęło nawet 200-300 osób rocznie. Największy wypadek zdarzył się 1983, kiedy w przepaść spadł autobus, co skończyło się śmiercią ponad 100 osób. Poza przepaściami i stanem drogi, do wysokiej liczby wypadków przyczyniały się też trudne warunki pogodowa w porze deszczowej, często występująca mgła oraz kierowcy jeżdżący na podwójnym gazie. W 2006 roku Droga Śmierci doczekała się bardziej nowoczesnego objazdu – od tego czasu większość ruchu samochodowego porusza się nową drogą, a Drogą Śmierci jeżdżą głównie żądni przygód turyści.
Jedziemy małym busem na najwyższy punkt drogi – 4650 m n. p. m. Razem z nami wjeżdżają nasze pożyczone rowery. Przy zapisach do wyboru były trzy typy – my oczywiście wzięliśmy te najtańsze. Szybko okazuje się, że to dobry wybór, bo ostatecznie… każdy dostaje taki sam rower.
Pogoda, delikatnie mówiąc, nie rozpieszcza. Gdy wyjeżdżamy z La Paz, za oknem busika pada deszcz, a 500 metrów wyżej śnieg z deszczem. Na szczęście w punkcie przesiadki na rowery na 4650 m n. p. m. prószy już tylko śnieg.
Nie do końca jesteśmy w stanie to zrozumieć, ale część grupy jeszcze przed wejściem na rower buntuje się i ze względu na pogodę rezygnuje. My nie wahamy się ani chwili, tylko zakładamy przeciwdeszczowe peleryny, wsiadamy na rowery i ruszamy.

Pogoda na starcie

Pogoda na starcie

Pierwsze kilometry

Pierwsze kilometry

Droga prawie cały czas prowadzi w dół, więc pedałowaniem się nie przemęczamy. Na początku jedziemy w chmurze, ale gdy zjeżdżamy trochę niżej, widoczność się poprawia. Dopiero wtedy widać, jak daleko jest do dna przepaści czyhającej z lewej strony drogi. Z prawej natomiast wyrasta wysoka skarpa. Ruch samochodowy jest bardzo mały, ale musimy cały czas mieć na uwadze, że zza zakrętu może coś wyjechać.

Ja na trasie

Ja na trasie

Hania na trasie

Hania na trasie

Widok z Drogi Śmierci

Widok z Drogi Śmierci

Jesteśmy już trochę niżej, więc śnieg znów zamienia się w deszcz. Błoto pryska spod kół i po chwili jesteśmy cali brudni. Ale wcale mam to nie przeszkadza, a nawet wydaje nam się, że bawimy się przez to lepiej. Kilka razy musimy przejechać przez dość głęboką wodę, ale bardziej mokrzy i tak już przecież nie będziemy.

Rzeka przepływająca przez drogę

Rzeka przepływająca przez drogę

Przejazd przez kolejną rzekę

Przejazd przez kolejną rzekę

My na rowerach

My na rowerach

Reszta rowerowej ekipy

Reszta rowerowej ekipy

Dwa razy trasa prowadzi pod wodospadem – świetne wrażenie! Raczej nie jest niebezpiecznie – żeby spaść z urwiska, musielibyśmy zjechać z wyznaczonej trasy, a o to naprawdę trzeba się postarać. Choć podobno na Drodze Śmierci zginęło już do tej pory 18 rowerzystów.
Wodospad

Wodospad

Wodospad

Przejazd pod wodospadem

Pokonanie całej trasy zajmuje nam niecałe cztery godziny. W tym czasie zjeżdżamy prawie 3500 metrów w dół, więc otoczenie całkowicie się zmienia. Tu na dole, na wysokości zaledwie 1200 m n. p. m. jest duszno i gorąco, a roślinność jest typowo tropikalna. Spotykamy nawet kolibra, trzepocącego skrzydłami z prędkością światła przy jednym z czerwonych kwiatów i pijącego nektar swoim długim dziobem. Jemy obiad, bierzemy prysznic i wracamy busem do La Paz. Czujemy się bardzo dobrze, bo dawno nie byliśmy tak nisko (jeszcze wczoraj staliśmy na szczycie Huyana Potosi, prawie 5 tysięcy metrów wyżej), ale nawet nie próbujemy sobie wyobrażać podjeżdżania rowerem w przeciwnym kierunku.
Po przejechaniu Drogi Śmierci

Po przejechaniu Drogi Śmierci

Ekipa z Drogi Śmierci

Po przejechaniu Drogi Śmierci

Tropiki na końcu Drogi Śmierci

Tropiki na końcu Drogi Śmierci

Wieczorem przechadzamy się jeszcze po La Paz. Buty całkowicie przemoczyliśmy na Drodze Śmierci, więc idziemy w sandałach, a że jest zimno, to ubieramy do nich skarpety. Reszta naszych ubrań, które uchowały się suche, też nie wygląda najlepiej. Żartujemy sobie, że na pewno akurat dzisiaj spotkamy jakichś Polaków.

Centrum La Paz

Centrum La Paz

Księgarnia "Jan Paweł II"

Księgarnia „Jan Paweł II”

"Dom demokracji" - demokracja chyba nie trzyma się w Boliwii najlepiej :)

„Dom demokracji” – demokracja najwyraźniej nie jest Boliwii w najlepszym stanie :)

Spacerując po centrum, trafiamy na Mercado de las Brujas – Targ czarownic. Tutaj Boliwijczycy (choć dzisiaj również i ciekawscy turyści) zaopatrują się we wszystko, co potrzebne do odprawiania rytuałów, leczenia chorób, czy zapewniania szczęścia, zdrowia i płodności. Można więc kupić liście koki, zioła, proszki, figurki, kadzidełka, obrazki świętych, amulety, krzyżyki, a nawet suszone zwierzęta. Na przykład mieszanka ziół z krwią byka pomaga na potencję i sprawność seksualną mężczyzn, świeczki w kształcie penisów zapewniają powodzenia w miłości, figurki kondora zapewniają bezpieczną podróż, a suszone żaby szczęście. Są też perfumy lub proszki do wcierania w ciało, zapewniające w zależności od potrzeb szczęście, zdrowie, pieniądze lub miłość. Dostać można również suszonego węża, rozgwiazdę, skorupę żółwia czy sowie pióro, a także pancernika, którego należy powiesić nad wejściem do domu, aby uchronić się przed złodziejami. Dostępna jest także czarna magia – mikstury, świeczki, czy czaski do wyrządzenia krzywdy wrogowi na odległość. Ale największe wrażenie robią suszone płody lam. Są bardzo popularne, każdy stragan ma ich duży wybór. Kupić można zarówno mniejsze, czarne, ledwo co wykształcone, jak i większe, pokryte już biała wełną, niewiele różniące się od młodych lam, pasących się na boliwijskich wyżynach. Suszoną lamę należy nabyć, gdy rozpoczyna się budowę, i wkopać w ziemię przed wylaniem fundamentów. Ma to zapewnić bezpieczeństwo na budowie i pomyślność przyszłych domowników. Ponoć lokalni specjaliści na Mercado de las Brujas potrafią wyliczyć ile i jak duże lamy należy wkopać, aby dawka dobrej energia była odpowiednia do powierzchni domu.
Płody lam

Płody lam

Płody lam

Spacerujemy dalej po centrum La Paz. Na jednej z ulic Hani uwagę przykuwa dziewczyna wplatająca za parę pesos we włosy kolorowe warkoczyki. Rozmawiają chwilę, w końcu Hania decyduje się na taki warkoczyk, wybiera sobie kolor i dziewczyna bierze się do roboty. Rozmawiają jeszcze trochę po hiszpańsku, ale gdy odzywam się do Hani po polsku, dziewczyna robi zdziwioną minę.
– Jesteście z Polski?! – pyta po polsku. – Ja też!
Przechodzimy więc na polski, ale Dominice, bo tak się przedstawiła, często brakuje słów i wrzuca hiszpańskie wstawki.
– Wyjechałam z Polski trzy lata temu. Miałam być w Ameryce tylko pół roku, ale olałam bilet powrotny i zostałam na dłużej. Spędzam kilka tygodni w jednym miejscu, potem przenoszę się w inne. Utrzymuję się z warkoczyków i ozdób, które własnoręcznie robię – opowiada. – Nieczęsto mam okazję rozmawiać po polsku, wiec trochę już pozapominałam – tłumaczy się. – Ale akurat jakieś dwa czy trzy tygodnie temu spotkałam dwójkę z Polski, więc sobie trochę przypomniałam. Zresztą też byli z Wrocławia… nazywali się Marta i Kuba.
– Marta i Kuba?! – wykrzykujemy. – To nasi znajomi, rozdzieliliśmy się niedawno – dodajemy z niedowierzaniem.

W sandałach z Dominiką

W sandałach z Dominiką

Poznajemy też chłopa Dominiki, Paragwajczyka. Zapraszają nas do siebie. Mają wynajęty pokój, bo w La Paz są tylko na parę tygodni, potem pewnie gdzieś się przeniosą. Gramy w szachy, pijemy piwo i rozmawiamy, ale dość wcześnie opadamy z sił po wysiłkach ostatnich dni i kierujemy się do naszego hostelu. A już jutro rano ruszamy stopem nad najwyżej na Ziemi położone jezioro, po którym pływają statki – Titikakę…

TAGI

10 Grudzień 2018

ZOSTAW KOMENTARZ

MACIEJ SZARSKI
z ekipą
Wrocław, Polska

Hej! Jesteśmy grupą przyjaciół z Wrocławia, którzy w 2013 roku postanowili przerwać studia, rzucić pracę i ruszyć w podróż, Teraz wiemy już, że to była świetna decyzja, a pasja podróżowania do dzisiaj kieruje naszym życiem. Więcej o nas tutaj :)

Podróż 2 – Ameryka Środkowa
Szukaj
Statystyki
Liczba podróży: 2
Dni w podróży: 495 (+1*)
Odwiedzone kraje: 36
Przejechane kilometry: 57661
Największa wysokość: 6088 m
Najmniejsza wysokość: -28 m

* okrążając świat przeżyliśmy, tak jak Fileas Fogg, jeden dzień więcej niż ci, którzy spokojnie siedzieli wtedy w domach :)