Podróż 1 - Dookoła świata Birma

Czarny uśmiech złotych ludzi

Przez - 8 Luty 2014

Nocny autobus, którym jedziemy, dojeżdża na miejsce o 4:00 nad ranem. Wysiadamy oczywiście zziębnięci, chociaż tym razem nauczeni doświadczeniem ubraliśmy się dużo cieplej.
Jesteśmy w stanie Mon zamieszkiwanym głównie przez Monów – jeden spośród ponad 140 narodów i grup etnicznych Birmy. Wiele z tych narodowości, w tym także Monowie, toczyło przez lata krwawe wojny domowe z rządzącą juntą i innymi plemionami. Do tej pory duża część kraju zamknięta jest dla turystów, właśnie z powodu trwających tam konfliktów na tle etnicznym. Pojednania nie ułatwia na pewno fakt, że w całym kraju używa się ponad 120 rożnych języków i dialektów.
Jeszcze kilka godzin snu w dworcowym barze i idziemy na autobus do słynnej pagody Kyaikktiyo. Autobus okazuje się być ciężarówką, wożącą turystów i pielgrzymów na odkrytej pace. Mimo że ciasno, jest nawet całkiem przyjemnie… dopóki nie zaczyna padać. Trwa tu jeszcze końcówka pory deszczowej i niestety czasem zaskakują nas ulewy. W końcu docieramy na szczyt, gdzie niestety nie pada wcale słabiej. Mimo niesprzyjającej aury, idziemy dalej – w końcu podobno to jedno z najciekawszych miejsc w kraju. Miniaturowa pagoda Kyaikktiyo zbudowana została na pokrytym złotem głazie, który w nienaturalny sposób utrzymuje się na krawędzi góry. Buddyści wierzą, że głaz nie spada w przepaść dzięki włosowi Buddy, który podtrzymuje całą konstrukcję od dołu. I… to właściwie koniec atrakcji. Widok ze szczytu przysłaniają chmury, do pagody wejść nie można (kobiety nie mogą się nawet do nie zbliżać), a zamiast duchowej atmosfery i towarzystwa pielgrzymów, jest tłum europejskich i amerykańskich turystów. Jesteśmy miejscem trochę zawiedzeni, szczególnie, że dojazd trwał i kosztował sporo. No ale trudno, nie zawsze wszystko się musi udawać :) Wracamy ciężarówką w strugach deszczu i jak najszybciej jedziemy do Hpa-Anu. Jak najszybciej to znaczy najpierw trzy godziny w ścisku na pace jednego busika do Kyaikto, potem pięć godzin na takiej samej pace do Hpa-Anu.
Hpa-An to dla nas wyłącznie punkt przesiadkowy z transportu lądowego na wodny. Wsiadamy tu na małą bambusową tratwę z wysuniętym daleko za rufę silnikiem typu „long tail”, która jest w Birmie bardzo popularnym środkiem transportu. To najszybszy sposób dotarcia do wielu miejsc kraju, a do części wręcz jedyny.
Trzygodzinny spływ rzeką Thanlyin jest dla nas zanurzeniem się w inny świat. Wokół wapienne skały, drewniane wioski na palach, mężczyźni zbierający w pocie czoła ryż, kobiety piorące znoszone ubrania w brunatno-szarej wodzie, kąpiące się i machające przepływającym łódkom dzieci, młodzieńcy niosący wodę z odległej studni, rybacy zarzucający sieci w rzece, czy handlarze wiozący swoimi łódkami worki ryżu. Wszyscy z twarzami wymalowanymi w przeróżne wzory thanaką – białą pastą tworzoną przez starcie odpowiedniego drewna i wymieszanie z odrobiną wody. Malowanie thanaką jest rodzajem makijażu, ale jednocześnie zapewnia ochronę przed słońcem, odmładza skórę i działa przeciwgrzybicznie.
Wszystko tu jest tak dalekie od tego, jak żyje się w Polsce, że aż nierealne. A każdy Birmańczyk przystaje na chwilę, żeby popatrzeć, uśmiechnąć się i nam pomachać lub w jakikolwiek inny sposób okazać swoją sympatię. Pomysły były różne, ale wszystkie przebiła pewna starsza Birmanka – stojąc na kilkumetrowej skarpie, z radości… wrzuciła do wody psa.
Choć w Birmie nawet w miastach luksusów nie ma, to dopiero oglądając z rzeki prowincję widać, że jesteśmy w jednym z najbiedniejszych krajów świata. W rankingu wysokości PKP na mieszkańca Birma zajmuje 155. miejsce na 183 sklasyfikowane kraje, a jej PKB jest piętnastokrotnie niższe niż Polski. Bezrobocie wynosi 37%, a spośród pracujących aż 70% zajmuje się rolnictwem, głównie uprawą ryżu. Jeśli chodzi o handel, Birma jest światowym liderem w produkcji i eksporcie… amfetaminy. Zajmuje też drugie po Afganistanie miejsce w produkcji opium. Szacuje się, że zyski z przemytu narkotyków stanowią nawet do 20% wszystkich zysków z eksportu, a najwięcej korzyści czerpie z tego wojsko.
Słaba i niestabilna, choć już nie tak, jak jeszcze kilka lat temu, jest birmańska waluta – kyat. Bardzo duże są różnice w kursie między bankomatami, oficjalnymi kantorami i ulicznymi cinkciarzami (nawet kilkadziesiąt procent), a także między różnymi regionami kraju. Ciągle zastanawia nas jak to możliwe, ale w niektórych miejscach kyaty można sprzedać drożej niż w innych kupić!
Po trzech godzinach w „rzecznym” świecie, dopływamy do brzegu w pobliżu Mawlamyine i wracamy do Azji, jaką znamy – głośnej, tłocznej i ruchliwej. Choć w wykonaniu birmańskim także niezwykle sympatycznej i uśmiechniętej. Delektujemy się birmańskim jedzeniem, które smakuje nam dużo bardziej niż indyjskie. Podstawą diety są tutaj zupy pełne przeróżnych dodatków: makaronu ryżowego, ryb, jajek, krewetek, kurczaka, łodyg bananowca, limonki, trawy cytrynowej, cebuli, świeżego imbiru, czosnku, tofu, kokosa. Co najmniej drugie tyle to składniki, których nie potrafimy w żaden sposób zidentyfikować. Do zagęszczenia całości używa się czasami mąki z soczewicy lub zmielonego prażonego ryżu. Poza tym popularne są dania złożone z makaronu (jedzone pałeczkami) lub z ryżu (jedzone rękami) podawane najczęściej z warzywami, rybami lub krewetkami. Dużo potraw pochodzi lub jest połączeniem kuchni chińskiej, tajskiej i indyjskiej. Jedzenie często zamiast na talerzu podawane jest na bananowym liściu. Chętnie kupowane są też na straganach wspomniane wcześniej robaki różnych rodzajów, które jada się jako przekąskę.
Nie można nie wspomnieć też o betelu. Birmańczycy, jako ludzie otwarci i przyjaźni, bez przerwy się uśmiechają. Uśmiechają się, odsłaniając swoje obrzydliwe czarne zęby. A w dodatku plują ciągle i gdzie popadnie śliną w kolorze krwistoczerwonym. Wszystkiemu winny jest właśnie betel. Zawarta w betelu arekaidyna to czwarta najpopularniejsza używka na świecie (po kofeinie, nikotynie i alkoholu). Czym jest betel? To połączenie trzech składników: liścia pieprzu betelowego, orzecha areki i mleka wapiennego. Liść smaruje się mlekiem wapiennym (tym samym, którym u nas pobiela się drzewa), kładzie się na nim kawałki orzecha areki, czasami dodatkowo posypuje się tytoniem, zawija się i wsadza do ust. Magicznym sposobem składniki, z których żaden nie jest czerwony, po kilku minutach żucia zmieniają kolor śliny żującego właśnie na czerwony. Betel można kupić w Birmie na każdym straganie, a Birmańczycy żują go bez przerwy, spluwając czerwoną śliną na ziemię. Nie da się będąc tutaj nie zauważyć wszechobecnych czerwonych plam na ulicach. Betel działa pobudzająco, odświeża oddech i zabija bakterie w układzie pokarmowym, ale także barwi ślinę na czerwono, zęby za czarno, a w dłuższej perspektywie znacząco zwiększa ryzyko zachorowania na raka jamy ustnej. Oczywiście nie omieszkaliśmy spróbować – działa trochę jak miętowa guma do żucia, ale smak i efekty uboczne wcale nie są przyjemne.
Wieczorem mijamy grupki Birmańczyków grających na ulicy w chinlone. To ich narodowy sport polegający na odbijaniu bosymi stopami piłki wykonanej z włókien rattanu (rodzaju palmy). W wersji oryginalnej udział bierze sześciu zawodników, z których pięciu tworzy koło, a jeden staje w środku. W takim ustawieniu starają się jak najdłużej utrzymać piłkę w powietrzu odbijając ją wszystkimi częściami ciała oprócz rąk. Ale na ulicy nikt zasad się sztywno nie trzyma i jednocześnie udział bierze więcej osób, a zamiast jednej w środku stworzona jest dodatkowa pozycja – jeden z zawodników nie bierze udziału w grze tylko pilnuje, żeby piłka nie wpadła pod przejeżdżający samochód i ostrzega pozostałych, gdy pojazd się zbliża. Oczywiście nie musimy długo czekać na zaproszenie do gry :) Jednak tricki, które wykonują Birmańczycy (w większości starsi panowie po pracy) są niesamowite i zdecydowanie odstajemy poziomem.
Następnego dnia jednokierunkowa droga do granicy jest otwarta w odpowiednią stronę, więc jedziemy do przygranicznego Myawaddy. Po drodze jeszcze kilka kontroli i opłat (łapówek? Birma to według rankingu Transparceny International z 2010 roku drugi po Somalii najbardziej skorumpowany kraj świata; w 2013 roku awansowała na miejsce 18.) W Myawaddy odwiedzamy jeszcze szybko sklep z piłkami do chinlone. Do środka, jak zdążyliśmy się już przyzwyczaić, wchodzimy bez butów. W Birmie wchodząc do pomieszczenia – sklepu, biura, zakładu fryzjerskiego, kafejki internetowej, księgarni, czy gdziekolwiek – buty zostawia się przed wejściem. chinlone tak nam się spodobało, że kupujemy piłkę i dopiero wtedy idziemy w stronę granicy. Birmę opuszczamy bez problemu, ale z żalem. Tydzień w tak pięknym i ciekawym kraju to zdecydowanie za mało i na pewno będziemy musieli tu jeszcze kiedyś wrócić. A zmiany postępują w Birmie tak szybko, że będzie to już zupełnie inne miejsce… Tymczasem musimy pędzić na spotkanie z resztą ekipy, która właśnie dzisiaj wylądowała w Bangkoku. Idziemy z powrotem przez Most Przyjaźni do Tajlandii, przekonani, że w tę stronę żadnych problemów z przekroczeniem granicy już nie będzie. Szybko okazuje się, że się mylimy…

Rzeka Thanlyin

Rzeka Thanlyin

Birmanka wrzucająca psa

Birmanka wrzucająca psa do wody

Życie nad rzeką

Życie nad rzeką

Machające dzieci

Machające dzieci

Wioska na palach

Wioska na palach

Rybacy

Rybacy

Gra w chinlone

TAGI
$ komentarzy
  1. Odpowiedz

    Jura

    8 Luty 2014

    Jak wrócicie to z radości wrzucę do wody całego konia.

  2. Odpowiedz

    Hitch-Hikers Handbook

    16 Luty 2014

    Hej! Świetny blog! Jesteśmy w trakcie tworzenia międzynarodowej bazy blogów autostopowych, w której chcemy zamieścić ciekawe i aktywne blogi. Wasz świetnie się nadaje :) Jeśli jesteście zainteresowani, to skontaktujcie się z nami za pomocą tej strony: http://hitchhikershandbook.com/2014/01/10/looking-hitchhiking-blogs/
    Pozdrawiam!
    Ania

ZOSTAW KOMENTARZ

MACIEJ SZARSKI
z ekipą
Wrocław, Polska

Hej! Jesteśmy grupą przyjaciół z Wrocławia, którzy w 2013 roku postanowili przerwać studia, rzucić pracę i ruszyć w podróż, Teraz wiemy już, że to była świetna decyzja, a pasja podróżowania do dzisiaj kieruje naszym życiem. Więcej o nas tutaj :)

Podróż 2 – Ameryka Środkowa
Szukaj
Statystyki
Liczba podróży: 2
Dni w podróży: 495 (+1*)
Odwiedzone kraje: 36
Przejechane kilometry: 57661
Największa wysokość: 6088 m
Najmniejsza wysokość: -28 m

* okrążając świat przeżyliśmy, tak jak Fileas Fogg, jeden dzień więcej niż ci, którzy spokojnie siedzieli wtedy w domach :)